Nowa jakość


No więc muszę wam się przyznać, że życie z tytułem mgr nabiera nowej jakości, innego wymiaru, obiera inny kierunek i zmienia perspektywę. Czy na lepszą? Nie wiem, chyba tak. Ale na pewno nie pod względem powodzenia w szukaniu pracy, bo tego, jak wiadomo, nie brakowało mi nawet kiedy jedynym dyplomem, którym mogłam się pochwalić pomimo krwawicy skończonych pięciu lat studiów, było, o losie, świadectwo maturalne. Uczyłam i tłumaczyłam jeszcze zanim oficjalnie dostałam specjalizację nauczycielską i tłumaczeniową we francuskim i angielskim. Wcale nie w tym rzecz. Read more of this post

Klamka zapadła


No i stało się, mam termin obrony. Pójdę tam, stanę przed nimi i będę musiała się spowiadać z tego, co płodziłam przez ostatni rok w ciężkich bólach, potach i łzach. To całkiem tak, jakbym prała przed obcymi ludźmi swoje brudy. Mój Boże, jak to będzie tak nagle przestać się zajmować magisterką? Nie wiem, czy będę umiała sobie bez tego poradzić. No bo jak to tak? W ogóle się niczego nie uczyć? Nie pisać? Nie zgłębiać? Nie analizować? Chyba pójdę na jakąś terapię. Albo na kolejne studia. Szkoda tylko, że nie mogą już być bezpłatne, bo to mi w zasadzie tyłek ratowało przez dobre 18 lat mojej edukacji (co prawda do podstawówki chodziłam prywatnej przez siedem z ośmiu lat, ale była to szkoła mojej mamy, you know what I mean).

Read more of this post

Ależ to był weekend


Jako że zbliża się termin mojej obrony i nie wzięłam dzisiaj urlopu (bo bez sensu wyjeżdżać), z czego się niezmiernie cieszę patrząc na warunki atmosferyczne, siedzę sobie w pracy, popijam kawkę, przeglądam ostatnie newsy i nie mogę się nadziwić.

Read more of this post

Zawieszenie


Nie ma tak dobrze. Nikt nie jest nieomylny, więc i ja popełniam błędy. Ale błędów w pracy nie lubię, szczególnie kiedy są kosztowne. Okazało się dzisiaj, że zmieniając delegację dyrektora z dwóch dni na jeden bilet lotniczy, a i owszem, zmieniłam, ale rezerwacji hotelu już nie, w związku z czym dzisiaj przyszła faktura za niewykorzystany nocleg i mi się trochę jakby kolanka ugięły.

Ale jakaż miła niespodzianka, że luzik, niczego mi z pensji nie odejmą, bylebym się tylko na tym błędzie nauczyła i starała się go więcej nie popełnić. Trzęsę się trochę jeszcze tym bardziej, że to wciąż okres próbny i nie chciałabym bardzo, żeby mi nie przedłużyli umowy, bo zależy mi na tej pracy bardzo bardzo nie tylko dlatego, że będę chciała niedługo wziąć kredyt.

Read more of this post

Dzisiaj krótko…


…ale treściwie.

A ta ręka po lewej to moja mama, skubana: Był u nas w pracy dzisiaj akwizytor, sprzedawał takie książki. Kupiłam Ci od razu trzy pierwsze części, bo były w dobrej cenie.

I kaplica.

Za wyszperanie dziękuję nie-harry-fance – Laureatce.

Poszłam wczoraj do spowiedzi


I nie, nie będzie to wpis o jej bezsensie, więc wszystkich nastawionych negatywnie z góry uprzedzam, że niczego tu dla siebie tym razem nie znajdą.

Poszłam do spowiedzi, bo owszem, może ostatnimi czasy ja i wiara nie jesteśmy w tak dobrych stosunkach jak kiedyś, ale nigdy nie zwątpiłam, i tylko wychowana zostałam tak, że nie godzi mi się podejście do pewnych dorosłych spraw, które zaszczepili we mnie rodzice, z religią, w której też mnie wychowali. Dla nich pewne sprawy są prostsze, mi się kłócą. Ale przecież idzie Wielkanoc.

Read more of this post

30 Day Book Challenge


Ostatnio moja przyjaciółka, Laureatka, zabawiła się w 30 Day Book Challenge. Jako że i mi średnio idą takie wyzwania dzień po dniu (przyznałam się już ostatnio do mojego kompletnego braku systematyczności, prawda?), oto mój własny 30 Day Book Challenge zrobiony w około godzinę. Łatwo nie było, ale jakoś przebrnęłam. Zachęcam do podjęcia się, bo naprawdę skłania do głębszych zastanowień, a to zawsze miłe zajęcie dla umysłu.

Read more of this post

%d blogerów lubi to: